Przejdź do treści
Łukasz Roszak Umów bezpłatną rozmowę

Marketplace czy własny sklep za granicą

Marketplace nie jest droższą opcją. Jest opcją, w której płacisz inną walutą — prowizją zamiast kosztu pozyskania, i relacją z klientem zamiast pieniędzy.

Pytanie zwykle pada w formie „marketplace czy własny sklep”, a w domyśle brzmi „tania droga czy droga droga”. To założenie jest błędne i prowadzi do złych decyzji w obie strony.

Marketplace nie jest tańszy. Jest inaczej płatny. Zamiast kosztu pozyskania klienta płacisz prowizję, a zamiast pieniędzy oddajesz relację z kupującym. Który układ jest korzystniejszy, zależy od liczb — i całkiem często wychodzi odwrotnie, niż podpowiada intuicja.

Co dokładnie wymieniasz

MarketplaceWłasny sklep
Ruchjest od pierwszego dniamusisz go kupić albo zapracować
Koszt zmiennyprowizja, znana z górykoszt pozyskania, zmienny i trudny do przewidzenia
Dane o kliencieograniczone albo żadneTwoje
Powtórny zakuptrafia do marketplace’utrafia do Ciebie
Markabudujesz cudząbudujesz swoją
Czas do pierwszej sprzedażytygodniemiesiące
Ryzykozależność od cudzych zasadzależność od własnej skuteczności

Ostatni wiersz jest ważniejszy, niż wygląda. Na marketplace jedno zawieszenie konta albo zmiana algorytmu potrafi wyzerować kanał w jeden dzień, bez odwołania. We własnym sklepie ryzyko jest rozłożone i pod Twoją kontrolą — ale to Ty odpowiadasz za to, czy ktokolwiek tam przyjdzie.

Arytmetyka, która rozstrzyga

Porównanie sprowadza się do jednej liczby: ile procent wartości zamówienia kosztuje Cię sprowadzenie kupującego.

Na marketplace to prowizja. Zwykle od kilku do kilkunastu procent, zależnie od kategorii, i wiesz ją z góry.

We własnym sklepie to koszt pozyskania podzielony przez wartość koszyka. I tutaj zaczyna się część, którą większość firm pomija.

Liczby poniżej są ilustracyjne — chodzi o mechanizm.

Sprzedajesz produkt za 400 zł. Prowizja marketplace w Twojej kategorii wynosi 12%, czyli 48 zł. We własnym sklepie płacisz za pozyskanie klienta 90 zł — czyli 22,5% wartości zamówienia.

Prowizja jest niemal dwukrotnie tańsza.

To nie jest wyjątek. Dla większości sprzedawców wchodzących na nowy rynek, gdzie marka nie ma jeszcze żadnej rozpoznawalności, koszt pozyskania w pierwszych miesiącach jest wyższy niż prowizja marketplace. Powód jest prosty: kupujesz ruch na aukcji, na której konkurujesz z graczami mającymi lepszą konwersję, bo ich markę tam znają.

Kiedy to się odwraca: przy powtórnych zakupach. Klient pozyskany do własnego sklepu i wpisany do bazy kosztuje przy drugim zakupie ułamek tamtych 90 zł. Klient z marketplace kosztuje pełne 12% za każdym razem — bo za każdym razem jest to klient marketplace’u, nie Twój.

Cała decyzja sprowadza się więc do jednego pytania: czy w Twojej kategorii ludzie kupują ponownie? Jeśli tak i jeśli robią to często — własny sklep wygrywa w horyzoncie, którego prowizja nie dogoni. Jeśli produkt kupuje się raz na kilka lat, przewaga własnego kanału jest w dużej części teoretyczna.

Czego prowizja nie obejmuje

Marketplace ma koszty, które nie są prowizją i nie widać ich w kalkulatorze przed startem.

Wojna cenowa na karcie produktu. Jeśli sprzedajesz produkt, który mają też inni, konkurujesz na jednej karcie i głównie ceną. To nie jest koszt w tabeli, tylko stały nacisk na marżę.

Logistyka według cudzych standardów. Wymagania co do czasu wysyłki i obsługi zwrotów bywają ostrzejsze niż Twoje obecne procesy. Dostosowanie kosztuje, a niedostosowanie kosztuje więcej.

Treści pod cudze zasady. Opisy, zdjęcia i atrybuty według wymagań platformy, innych niż na Twoim sklepie — i innych na każdej platformie z osobna. Przy dużym katalogu to jest osobny projekt, nie zadanie na popołudnie.

Zwroty według reguł platformy, nie Twoich. Zwykle bardziej liberalnych.

Czego nie obejmuje „własny sklep”

Symetrycznie, żeby było uczciwie.

Lokalizacja to nie tłumaczenie. Opisy napisane pod tamtejszego kupującego, obsługa klienta w jego języku, lokalne metody płatności i dostawy, zgodność z lokalnymi wymogami. Przetłumaczony sklep polski jest sklepem polskim po niemiecku.

Czas do pierwszej sprzedaży liczony w miesiącach. Widoczność organiczna nie pojawia się na zawołanie, a płatny ruch bez konwersji to tylko szybsze wydawanie budżetu.

Zaufanie, którego nie masz. Nieznana marka z obcego kraju startuje z gorszą konwersją przy tej samej cenie. To jest realny, mierzalny narzut, a nie kwestia brandingu.

Kolejność, w której hybryda działa

Większość firm kończy na obu kanałach. Różnica jest w kolejności, a ta przesądza o kosztach.

Marketplace pierwszy, jeśli testujesz rynek. Sprawdzasz popyt na swój produkt przy realnej cenie, w tygodnie zamiast miesięcy, bez budowania marki. Jeśli nie sprzedaje się na marketplace, gdzie ruch jest gotowy, prawie na pewno nie sprzeda się we własnym sklepie, gdzie trzeba go dokupić.

Własny sklep, kiedy wiesz, że popyt jest. Wtedy budujesz kanał, w którym marża zostaje u Ciebie, a klient wraca do Ciebie, a nie do platformy.

Odwrotna kolejność też bywa właściwa — jeśli budujesz markę premium i obecność na marketplace obok tańszych zamienników szkodzi pozycjonowaniu bardziej, niż pomaga sprzedaż. To jest realny przypadek, tylko rzadszy, niż firmom się wydaje.

Amazon: najczęstszy błąd

Amazon wybiera się dlatego, że jest duży. To jest ten sam błąd, co wybieranie rynku po jego wielkości — pisałem o nim osobno.

Amazon ma sens tam, gdzie Twoja kategoria ma na nim realny popyt, a marża wytrzymuje prowizję plus koszt zwrotów według amazonowych reguł. Obie rzeczy sprawdza się przed wystawieniem pierwszego produktu, nie po pierwszym kwartale.

Osobna sprawa: przy dużym katalogu ręczne utrzymywanie ofert, stanów i cen na Amazonie przestaje być wykonalne bardzo szybko. Automatyzacja przygotowywania plików z ofertą nie jest usprawnieniem, tylko warunkiem, żeby kanał się w ogóle utrzymał.

Kaufland: niedoceniana alternatywa w Niemczech

Przy wejściu na rynek niemiecki warto policzyć nie tylko Amazon. Kaufland ma na tym rynku realny zasięg przy zauważalnie niższej gęstości konkurencji w wielu kategoriach — co przekłada się na niższy koszt zdobycia widoczności.

Nie jest to zamiennik Amazona pod względem skali. Jest to jednak sensowny drugi kanał, a czasem lepszy pierwszy — zwłaszcza dla katalogów, które na Amazonie utonęłyby wśród setek podobnych ofert.

Co sprawdzić, zanim wybierzesz

1. Prowizja w Twojej kategorii, nie średnia platformy. Różnice między kategoriami bywają dwukrotne.

2. Twój realny koszt pozyskania. Nie ten z panelu reklamowego, tylko budżet podzielony przez zamówienia złożone — łącznie ze zwróconymi. Rachunek jest tutaj.

3. Częstotliwość powtórnego zakupu w Twojej kategorii. To ona rozstrzyga, czy przewaga własnego kanału jest realna, czy teoretyczna.

4. Czy Twój produkt jest unikalny, czy zamienny. Na karcie produktu, którą dzielisz z dziesięcioma sprzedawcami, przewagą jest tylko cena.

5. Czy operacyjnie udźwigniesz wymogi platformy. Czas wysyłki, obsługa zwrotów, obsługa klienta w obcym języku.

Jeśli po tych pięciu punktach odpowiedź nadal nie jest oczywista — zacznij od marketplace. Nie dlatego, że jest lepszy, tylko dlatego, że wycofanie się z niego kosztuje tydzień, a z własnego sklepu kilka miesięcy i cały budżet.

O tym, jak układam wybór modelu i prowadzę uruchomienie, piszę tutaj.

Porozmawiajmy

Trzydzieści minut, bez zobowiązań i bez prezentacji. Opowiadasz, gdzie jesteś i co Cię blokuje — ja mówię, co bym z tym zrobił.

Jeśli nie jestem właściwą osobą, powiem to na tej rozmowie.

Umów bezpłatną rozmowę